Kiedy sięgnę pamięcią wstecz, widzę moją babcię, stojącą przy stolnicy, wałkującą cieniutko ciasto na makaron. Z ciasta powstawało kilka dużych placków, które następnie babcia kroiła. Pamiętam, jak siedzę przy stole, na którym leżała stolnica i obserwuję: najpierw babcia szybko przeciągała nożem przez ciasto, dzieląc je na paski. Potem układała paski jeden na drugim, i zaczynała się prawdziwa magia: ciach, ciach, ciach! - błyskawiczne ruchy noża. Babcia szybko, bez patrzenia na palce, bez wahania, kroiła makaron w drobne nitki, każdą jednakowej grubości. Potem delikatnymi ruchami babcia przesypywała makaron przez palce, by nitki się ładnie rozdzieliły. Część była gotowana od razu, a resztę babcia suszyła. Wówczas nie jadało się w Polsce spaghetti. Makaron, który przygotowywała babcia, służył najczęściej do zup, stąd sposób krojenia go w cienkie nitki. Minęły długie lata, zanim babcia dała się przekonać do kupnych makaronów i zaczęła sobie za ich pomocą ułatwiać życie. Jednak było wiad...